Viagra Generico Cialis Originale Kamagra 100 mg Kamagra Oral Jelly Acquistare Propecia Generico Test Pacchetti Generica Acquistare Viagra Strips Kamagra Oral Jelly Priligy Dapoxetina Generico Viagra Originale Kamagra Fizzy Tabs Acquistare Kamagra Soft Tabs Viagra Originale 100mg Levitra Generico Levitra Originale Acquistare Test Pacchetti originale viagra Levitra Soft Tabs Kamagra Fizzy Tabs Acquistare Viagra Soft Tabs
Cleveland Cavaliers Polska CavsPL - Wyświetlenie artykułów z etykietą: Playoffs

Cleveland Cavaliers Polska CavsPL

cialis flashback kamagra tjejer kamagra 100mg pour femme kamagra 100mg oral jelly australia buy levitra nz kamagra sobres kamagra online uk levitra controindicazioni kamagra oral jelly bestellen deutschland viagra online kaufen kamagra gel comprar kamagra 100 mg pillole levitra vaikutus cialis en om dagen levitra comprimidos kamagra 100mg preis kamagra bivirkninger levitra dosierung cialis ou viagra cialis erfahrungen cialis i norge
Erfahrungen Super Kamagra Cialis kaufen Potenzmittel Viagra Lida kaufen Erfahrungen Levitra Original Viagra Cialis Kaufen Cialis billig Lida kundenrezensionen Herren-Apotheke Online Lovegra kaufen Cialis oder Viagra Gegen Rauchen Viagra ohne Rezept Schlankheitsmittel Viagra pille Cialis Tadalafil Viagra rezeptfrei kaufen Cialis rezeptfrei
A+ A A-

Gdzie LeBron nie może, tam Kyriego pośle... - relacja z Game 4 ECF

  • Dział: Mecz

Cleveland Cavaliers pokonali Boston Celtics 112-99 i prowadzą w finałach Konferencji Wschodniej już 3-1.
Spotkanie miało podobny przebieg do tego, które odbyło się parę dni temu, jednak tym razem role się odwróciły.

W pierwszej kwarcie, po kilku dobrych minutach Celtics przypomnieli sobie dobrą grę w drugiej połowie Game 3. Cavaliers w początkowej odsłonie zdobyli tylko 19 punktów (najmniej punktów drużyny z Ohio w jednej kwarcie w tych PO), a LeBron James znów nie miał swojego dnia. W drugiej kwarcie złapał 4. faul i musiał opuścić parkiet, a Cavaliers przegrywali do przerwy 10 punktami 57-47. Na szczęście nie zawsze Cavs muszą liczyć tylko na LBJ'a.

Kyrie Irving przejął mecz w drugiej połowie i pomimo kontuzjowanej (pokręconej) kostki zdołał zdobyć 42 punkty w tym 19 w mniej niż 5 minut w 3q. 42 punkty to jednocześnie career-high Kyriego w PO.

"Ten dzieciak jest wyjątkowy. Byłem szczęśliwy móc siedzieć i oglądać go. Urodził się dla takich momentów" - podsumował krótko LeBron grę swojego młodszego kolegi z zespołu.

"Widział schodzącego LeBrona i chciał wziąć to na własne barki. Zrobił to." - to z kolei komentarz trenera Tyronna Lue.

"Wujek Drew" swoimi dryblingami i wjazdami pod kosz "mroził" obronę Celtics, trafiając 6 lay-upów, dwie "trójki" i jeden rzut wolny na 19 punktów w 4:48 w trzeciej kwarcie w tym dalekiego "prawie" buzzer-beatera na koniec. "Kawalerzyści" wygrali 3. odsłonę 40-23 i pokazali, że gracze z Bostonu nie mają już tego dnia na co liczyć.

W ostatniej kwarcie przypomniał o sobie LeBron, co pozwoliło Cavs na kontrolowanie meczu już do końca i pozostał już tylko jeden krok do ponownego spotkanie się z Golden State Warriors w Finałach NBA.

KI#2 do 42 punktów dorzucił 4 asysty. Mimo słabej pierwszej połowy James "wykręcił" 34/5/6, a Kevin Love dodał 17 punktów i zebrał również 17 piłek.  Wg ESPN Stats, graczestanowiący "Big3" zdobyli lub asystowali  przy 103 z 112 punktów w tym meczu, co daje aż 92%!

W drużynie ze stanu Massachusetts wyróżnili się Avery Bradley - autor 19 punktów i Jae Crowder - 18.

Następne (i miejmy nadzieję, że już ostatnie) spotkanie z drużyną z Bostonu w nocy z czwartku na piątek!

Skrót:

Czytaj dalej...

Wracamy do Cleveland – zapowiedź meczu nr 3

  • Dział: Mecz

Dzisiaj w nocy trzecie spotkanie w serii, która zmierza do szybkiego końca. Cavaliers zaliczyli dwa blowouty na Celtics i to na naprawdę dosłownie zdmuchnęli zawodników Bostonu z parkietu. Teraz Cavs zagrają u siebie, gdzie czują się doskonale i ciężko przypuszczać, żeby goście byli w stanie odmienić losy pojedynku.

Wielu z nas (w tym redakcja) typowało, że Cleveland może przegrać któreś spotkanie, ale że stanie się to w TD Garden. Tymczasem mistrzowie NBA dwukrotnie pokazali Celtom miejsce w szeregu i to, że rozstawienie z pierwszym numerem nic nie znaczy w Konferencji LeBrona Jamesa, bo on na wschodzie nie przegrywa. Już w spotkaniu numer dwa gracze Bostonu wyglądali na kompletnie zrezygnowanych i świadomych tego, że nie mają szans w pojedynku z Cavs. Dzisiaj grają o być albo nie być, ale czy starczy im motywacji, aby przeciwstawić się przyszłym finalistom NBA?

Celtics będą mieli utrudnione zadanie, ponieważ zagrają bez swojego lidera. Isaiah Thomas odnowił sobie uraz prawego biodra, z którym borykał się już w czasie sezonu regularnego i nie obejrzymy go już na parkiecie w tej serii. Jest to ogromne osłabienie Bostonu, bo mimo że obecność na parkiecie Thomasa nic nie dawała w starciu z Cleveland, to jest to ich najlepszy zawodnik i lider.

Wydaje się, że Cavaliers mogą przegrać dzisiejsze spotkanie jedynie w swoich głowach, jeśli odpuszczą i zlekceważą rywali. Jednak poprzednie rundy pokazały, że James i spółka nie chcą tracić czasu na dodatkowe zbędne mecze i planują przejść przez konferencję wschodnią bez porażki. Wszyscy będziemy bardzo zaskoczeni, jeśli jutro nie będzie 3:0.

Cavaliers – Celtics o 2:30 naszego czasu. Let’s go Cavs!

Czytaj dalej...

Rzeź w Bostonie – Cavaliers zniszczyli Celtics 130:86

  • Dział: Mecz

Cavs zmiażdżyli swoich przeciwników w ich hali i w zasadzie nie ma o czym pisać. Jeśli nie widziałeś tego meczu, to obejrzyj, bo to był pokaz siły. To było najwyższe zwycięstwo w playoffach w historii naszej organizacji. NIESAMOWITE.

Brad Stevens zmienił pierwszą piątkę i w miejsce Amira Jonhsona wprowadził do niej Geralda Greena, ale na niewiele się to zdało. Celtics rozpoczęli mecz od 0/6 z gry i nie była to tylko wina ich źle ustawionych celowników, a przede wszystkim dobrej obrony Cleveland. Drużyna Bostonu miała problemy z umieszczaniem piłki w koszu, a my wyprowadzaliśmy szybkie kontry po ich pudłach powiększając przewagę. Znowu błyszczał Kevin Love. Po pierwszej kwarcie było 32-18 i mecz wyglądał podobnie do game 1.

Drugą ćwiartkę spotkania Celtics rozpoczęli od otrzymania dwóch przewinień technicznych i po chwili zrobiło się +20. Na boisku byli nasi rezerwowi i LeBron, a ruch piłki i spacing wyglądał fantastycznie. James w pewnym momencie dostał czapę pod koszem, tylko po to aby wrócić do defensywy i samemu zablokować rzut Bradley’a. Cavs zrobili kolejny run i było już 45-20. W 4,5 minuty drugiej kwarty Boston zdobył ledwie dwa punkty. Wymuszaliśmy kolejne straty Celtics i w szybkim ataku karciliśmy przeciwników. Graliśmy naprawdę bardzo dobrą defensywę, a gospodarze byli po prostu przerażeni i sparaliżowani. Nie mieli żadnej odpowiedzi na rozpędzonych Cavaliers. Niesamowicie ogląda się LeBrona, który rzuca za trzy w kontrze, jakby od początku kariery był strzelcem. James znowu dzielił i rządził. Pierwszą połowę, równo z syreną fenomenalnym rzutem zakończył J.R. Smith, a na tablicy wyników było… 72 – 31! To była rzeź. Do przerwy LBJ i Kevin Love mieli razem 40 punktów na 15/25 z gry, tymczasem „gwiazdy” gości, czyli Isaiah Thomas i Al. Horford zdobyli 2 punkty i byli 0/10…

W trzeciej kwarcie Cavaliers grali nadal swoje, ale rozluźnili się i było widać więcej nonszalancji w ataku. Pojawiły się straty, ale to nie miało już żadnego znaczenia, bo przewaga cały czas oscylowała w okolicach 40 punktów. Na 1:47 przed końcem tej części gry, kiedy było +46 Tyronn Lue ściągnął z boiska wszystkich starterów i mieliśmy już długi garbage time. Rezerwowi zagrali solidną czwartą kwartą i mecz zakończył się wynikiem 130 – 86.

Powiem szczerze, że czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Taki blowout w finałach konferencji? Jedynym uzasadnieniem takiego obrotu spraw jest to, że mamy do czynienia z konferencją LeBrona Jamesa – TOP2 ALL TIME. LBJ był znowu absolutnie fenomenalny. W 32 minuty na parkiecie zdobył 30 punktów, miał 7 asyst, 4 zbiórki, 4 przechwyty i 3 bloki. Do tego był 4/6 za trzy. Grał niesamowicie po dwóch stronach parkietu i naprawdę te palyoffy w jego wykonaniu to największa dominacja w historii tej gry. Nie da się grać lepiej w koszykówkę i podejmować tylu idealnych decyzji. Świetny był po raz drugi Kevin Love, który miał 21 punktów i 12 zbiórek. Wreszcie obejrzeliśmy też efektywnego Kyrie’ego Irvinga – 23 punkty i 8/11 z gry. Oby to był dobry prognostyk na przyszłość. Reszta naszych role players dołożyła cegiełkę do tego zwycięstwa, ale to był zdecydowanie mecz Big Three. W ekipie gospodarzy jednym pozytywem była gra młodego Jaylen’a Browna. Rookie zdobył 19 punktów i wygląda na gracza z dużym potencjałem po obu stronach boiska.

Cały sezon narzekałem na Cavs, ale teraz mam zamknięte usta. W ataku płyniemy i gramy fantastycznie, obrona jest zdecydowanie lepsza niż była i daje nam okazje do kontr. W zespole ewidentnie jest chemia. Ławka żyje niemal przy każdej akcji. Jest świetnie. Wracamy teraz do Cleveland i walczymy o dwa szybkie zwycięstwa i sweep, a potem wszyscy wiemy co nas czeka.

Czytaj dalej...

Zapowiedż drugiego meczu w Bostonie

  • Dział: Mecz

Już dzisiaj o godz. 2:30 naszego czasu odbędzie się drugi mecz w serii pomiędzy Cavaliers, a Celtics. Drużyna z Ohio ponownie postara się wygrać w TD Garden i wrócić do domu z kompletem zwycięstw. Czy uda się ponownie pokonać Boston w ich hali?

Wszyscy obawialiśmy się pierwszego spotkania i tego, że Cavs po dziewięciu dniach odpoczynku będą „zardzewiali”. Do tego Celtics mający przewagę parkietu byli uznawani przez część osób nawet za faworytów. Sam typując tę serię największe szanse na zwycięstwo dawałem graczom Bostonu w game 1. Tymczasem znakomity LeBron , Kevin Love i Tristan Thompson zagwarantowali pewną wygraną i objęliśmy prowadzenie w tej rywalizacji.

To, że na parkiecie błyszczała akurat ta trójka, nie jest wielkim zaskoczeniem. Cavaliers uwielbiają przechodzić w smallball, ale akurat w tym matchupie wskazana jest gra naszymi silnymi i dobrze zbierającymi graczami. Tyronn Lue doskonale o tym wie i ograniczył minuty Channinga Frye’a, pozwolił grać długo razem Kevinowi i TT, dzięki czemu wykorzystał słabość Bostonu – defensywne zbiórki i brak fizyczności.

Cleveland grało solidnie w obronie, ale wysoka przewaga wynikała głównie z tego, że Celtics nie trafiali trójek z dobrych pozycji i dopiero w drugiej połowie poprawili swoje notowania, ale mecz był już wtedy w zasadzie rozstrzygnięty. Tym razem możemy oczekiwać, że zawodnicy Bostonu lepiej nastawią celowniki i częściej będą trafiać zza łuku, a sam mecz powinien być bardziej wyrównany. Z drugiej strony my też rzucaliśmy gorzej z dystansu niż w poprzednich spotkaniach, więc poprawa może nastąpić po obu stronach boiska.

LeBron po ubiegłym meczu mówił, że nie czuł się najlepiej po tylu dniach przerwy i że w game 2 będzie na pewno odczuwał większy komfort. Strach się bać, jak może zagrać w takim razie King, ale należy pamiętać, że Celtics mogą wysyłać na niego wielu obrońców, a Brad Stevens nie wyklucza także podwajania Brona, mimo że wie, że otworzy to naszych strzelców, bo nikt nie potrafi tak dobrze wychodzić z podwojeń jak James. Musi szukać jednak rozwiązań. Oby Kevin Love utrzymał świetną skuteczność zarówno zza łuku, jak i w post, gdzie karcił chociażby Marcusa Smarta. Możemy spodziewać się wreszcie lepszego występu Irvinga, a także naszych role players, ale jestem pewien, że Boston postawi dziś trudniejsze warunki niż dwa dni temu.

Czekamy z niecierpliwością na dzisiejsze spotkanie. Zachęcamy do oglądania, a także do przeczytania naszej jutrzejszej relacji z game 2. Let’s go Cavs!

Czytaj dalej...

Nasze przewidywania na mecze z Celtics!

Już dziś w nocy początek Finałów Wschodu, czyli batalii o najważniejszą serię sezonu z najlepszą ekipą Konferencji Zachodniej. Ostatnio stało się u nas tradycją, że redakcyjnie typujemy zbliżające się potyczki i staramy się nakreślić ewentualny scenariusz rywalizacji. Tak jest i tym razem, a więc zapraszamy do lektury!

 

1. Jakie są najgroźniejsza broń oraz najsłabszy aspekt gry „Celtów”?

2. Gdzie możemy szukać kluczowego pojedynku w serii?

3. Jakim wynikiem zakończą się Finały Wschodu?

 

Sebastian Cieśliński

1. Najsilniejszą bronią jest zespołowość i głębia składu Celtów. Mają naprawdę solidną ławkę i każdy zawodnik wprowadza coś do gry, często nawet udaje się zmianą przenieść drużynę na wyższy poziom (Olynyk game 7 vs Wizards, lub bardzo często Marcus Smart w swoich dobrych dniach). Ich słabością jest na pewno tylko jeden zawodnik który tak naprawdę jest momentami nie do powstrzymania. Brakuje w tej drużynie przynajmniej jeszcze jednej gwiazdy od bycia na poziomie GSW, Cavs czy Spurs. Choć wcale nie znaczy to, że Bostonu nie stać na niespodziankę.

2. Thomas - Cavs. Tak ten match-up bedzie wysiłkiem całej drużyny. Ten mały szkut wszedł na tak wysoki poziom, że nie da się go przez cały mecz (a na pewno nie przez całą serię) kryć w pojedynkę. Irving, JR, Shump, Deron Williams mają okazje się teraz naprawdę wykazać. Tak samo TT musi znów znaleźć tą szybkość na nogach bo switche na wysokim są czesto wykorzystywane przez Boston. Gortat był bity na tych przekazaniach niemiłosiernie. Jak chcemy to wygrać nie możemy dawać się ogrywać przy każdej okazji.

3. Mam szacunek dla Celtów. Mają przewagę parkietu, a u siebie tacy zawodnicy jak wcześniej wspomniany Olynyk czy Joe Crowder grają koszykówkę na innym poziomie, gdy mają fanów za swoimi plecami. Cavaliers nie mogą do tej podejść do serii na luzie. Boston w przeciwieństwie do Raptors ma jaja i pokazał to w serii w Wizzards jak i z Bulls. Oni chcą wygrywać. Mimo to Cavs jest już drużyną na poziomie do którego Boston jeszcze ciągle dąży. Seria będzie w końcu wymagająca ale według mnie skończy się wynikiem 4-2 Cavs.

Mateusz Jakubiak

1. Celtics grają bardzo zespołowo, a na dodatek mają na ławce młodego, ale już świetnego trenera Stevensa – te dwa aspekty przekładają się na mieszankę wybuchową, która zaowocowała pierwszym miejscem przed Playoffs na Wschodzie NBA. Do tego jeszcze kapitalny Isaiah Thomas i zawodnicy, którzy zmieniają się w roli drugiej gwiazdy zespołu. U „Celtów” jest tak, że w jednym meczu bohaterem może być Avery Bradley, a w kolejnym już Kelly Olynyk. To jest ich siła, ale też trochę słabość, ponieważ wielu graczom z Bostonu brakuje doświadczenia w meczach o takiej stawce. I w tym właśnie upatruję największą bolączkę ekipy z TD Garden.

2. Najlepszy jakościowo wydaje się być pojedynek na pozycji numer jeden. W Cavs mamy czołowego rozgrywającego ligi Kyriego Irvinga, a w Celtics jest równie świetny Isaiah Thomas. Obaj panowie potrafią przechylić szalę zwycięstwa na korzyść swojego teamu, ale nie wygrają meczów w pojedynkę. Dużo emocji może przynieść rywalizacja na linii Kevin Love – Kelly Olynyk. Pamiętamy wydarzenia sprzed dwóch lat, a to może sprawić, że gwiazda Cavs wyjdzie podwójnie zmotywowana na starcia z Kanadyjczykiem.

3. Jest to seria, której bardzo chciałem i cieszę się, że dojdzie do tego właśnie starcia. Zdecydowanie wolę rywalizację z Celtics, którzy zaleźli Cavs za skórę podczas pierwszej pobytu LeBrona Jamesa w Cleveland. Liczę na srogi rewanż i pokazanie, że drugie miejsce po sezonie zasadniczym było w Cavaliers jedynie dziełem przypadku lub przygotowań do najważniejszej fazy sezonu. Mój scenariusz? Wygrywamy Game 1 lub 2, później dwa zwycięstwa w „Q” Arena i kończymy serię sukcesem na parkiecie w Bostonie – 4:1.

Konrad Jaśkiewicz

1. Własny parkiet. To, że Celtics zaczynają serię z Cavs u siebie, może dać im nadzieję na ugranie czegoś w tej rundzie (czyt. 1-2 spotkania). Jeśli im się nie uda, LeBron może skończyć swoją Konferencję 12-0. Boston jak i cały Wschód musi się pogodzić z rolą sparingpartnera przed Warriors jeszcze przez kilka lat.

Za najsłabszy aspekt w grze naszego rywala, co pokazał RS, uważam zbiórki na własnej tablicy. W sezonie regularnym duet TT-Love zbierał ponad 30% piłek z atakowanej tablicy, a przecież to właśnie frontcourt C's powinien funkcjonować lepiej na tle Cavs i dawać im nadzieję na wydłużenie tej serii, bo przewaga talentu na pierwszej linii jest już przytłaczająca.

2. Kyrie - Isaiah. Rozgrywający Celtics to najlepszy gracz biegający w zielonej koszulce, tegoroczny All-Star. Nie będzie jednak on zaletą nad Cavs, bo jak wspomniałem w akapicie wyżej, przewaga Cleveland na backcourcie jest przytłaczająca. Kyrie jest wyższy, lepszy ofensywnie, a w razie problemów w obronie nie będzie dla Cavaliers kłopotem zrobić mismatcha na lepszego defensora, a zmiana krycia na LeBrona może być dla Thomasa opłakana w skutkach.

3. Cavaliers w 5. Poprzednie dwie rundy obstawiałem na taki sam wynik i się pomyliłem. Może teraz będzie tak samo? Jak już wspomniałem, jedyna nadzieja Bostonu to 2 pierwsze mecze u siebie, a zwłaszcza ten otwierający serię, w którym Celtics pewnie liczą na lekką "rdzę" na graczach Cavs po 9-dniowym odpoczynku. Choć podobnie miało być z Toronto, a jak się to skończyło, to wszyscy dobrze pamiętamy.

Rafał Jurasiński

1. Najgroźniejsza broń Celtów to koszykówka zespołowa. Zespół jest świetnie ustawiony przez coacha Stevensa. Dobiera on taktykę do umiejętności graczy, którymi dysponuje, a nie odwrotnie. To nie przypadek, że Isaiah Thomas wszedł na tak wysoki poziom właśnie w Bostonie. Jest sztuką, żeby tak małemu graczowi stworzyć tyle pozycji strzeleckich. Zespołowość, trener i niezła obrona (Crowder, Amir, Smart, Bradley to solidni obrońcy) oraz gwiazda ligi w składzie to 4 główne atuty Celtics. Najsłabszy element to tablica, Celts zbierają niewiele piłek, nie mają też seryjnych strzelców za 3. Jeśli nie wyjdą do rzutu po zagrywce to raczej próżno szukać kogoś, kto sprzeda trójkę twarzą w twarz. Zbiórka i trójka to niestety dla nich decydujące elementy koszykówki.

2. Thomas - Irving. PG Celtów korzysta z całego systemu zasłon, a wiadomo, że nasz PG często zostaje na nich i nie zdąża za swoim graczem. Myślę, że będziemy stosować na Thomasie obronę zespołową, coś w stylu bronienia Stephana w minionych finałach. Mamy mobilny skład i każdy powinien nadążyć za małym PG. Z drugiej strony przewaga wzrostu Irvinga powinna prowadzić do wielu izolacji dla niego, choć Thomas mimo braku centymetrów dobrze sobie radzi z wyższymi graczami. Irving w ataku to jednak ścisła czołówka światowa.

3. Do osiągnięcia sukcesu absolutnego jakim jest bez wątpienia finał NBA Bostonowi brakuje kropki nad i. Jeszcze jednego wielkiego gracza, którego prawdopodobnie pozyskają w tym off season. Kogoś pokroju Raya Allena lub Paula Pierce'a. Cavs to mistrzowie ligi z najlepszym koszykarzem świata w składzie, jednym z najlepszych PG na świecie, bardzo dobrym PF oraz długą, solidną i doświadczoną ławką rezerwowych. Do tego mamy co najmniej pięciu wyborowych strzelców zza łuku. Boston skazany jest na pożarcie. Szkoda, że straciliśmy przewagę parkietu przez frajerstwo. Stawiałbym wtedy na sweep, a tak wyraźnie mocniejszy u siebie Boston może sprawić nam problemy w pierwszych dwóch meczach, których się boję. Mimo wszystko 4-1 dla Cavs.

Wojciech Markowski

1. Najsilniejszą bronią Celtics jest ich trener Brad Stevens i nie mam co do tego wątpliwości. W gruncie rzeczy drużyna z Bostonu to dobrze zbilansowana grupa role players i Isaiah Thomas. Nie chcę nic ujmować takim graczom jak Al Horford, Avery Bradly czy Jae Crowder, ale nie są to zawodnicy, którzy robią ogromną różnicę, a po prostu bardzo dobrze funkcjonują w zbudowanym systemie. Oczywiście Thomas jest all starem, liderem drużyny i największym zagrożeniem ze strony Celtics, ale to coach Bostonu sprawia, że ta drużyna jest tak wysoko. Usprawnienia Brada Stevensa to największa wartość naszych przeciwników. Jeśli chodzi o ich słabą stronę, zgubić może ich właśnie to, że są kolektywem, ale jeśli uda nam się wyciszyć Isaiah Thomasa, to może nie wyłonić się ktoś, kto pociągnie drużynę. Playoffy to czas gwiazd, a tych w Bostonie brakuje.

2. Nie ma moim zdaniem w tej serii jednego matchupu, który rozstrzygnie tę rywalizację. Kyrie Irving i Thomas są kiepskimi obrońcami i nie będę się nawet kryć, bo jednym „zaopiekuje się” Avery Bradley, a drugim któryś z naszych SG. LeBrona i tak nikt nie powstrzyma, więc to też odpada. Wydaje mi się, że decydujący może być pojedynek stretch czwórek – Kevina Love i Ala Horforda. Tyronn Lue już zapowiedział, że planuje zwiększyć rolę w ataku Kevina i to tutaj możemy zyskać lub stracić najwięcej. Jeśli Love będzie grał lepiej niż do tej pory i pokona w bezpośrednim pojedynku drugiego (?) najlepszego gracza Celtics, to może okazać się, że w tej serii 3 z 4 najlepszych graczy na parkiecie biega w trykotach Cavaliers, a piąty nie jest nawet blisko.

3. Typuję 4:1 dla Cleveland, ale tylko dlatego, że wahałem się między sweepem, a 4:2. Boston nie ma szans, żeby wygrać tę serię, ale ma możliwości, żeby urwać nawet dwa mecze. Szeroka rotacja, mocny zespół, świetny trener, solidna defensywa to atuty, które pozwalają myśleć o wygranej z ciągle przeciętnie broniącymi (i ziewającymi) Cavaliers. Dodatkowo Celtics są w rytmie meczowym, bo dopiero co skończyli rywalizację z Wizards, a nasi zawodnicy mogą być troszkę „zardzewiali”. Mają przewagę parkietu i mogą urwać pierwszy mecz w Bostonie. Mogą urwać jeszcze jeden mecz w serii, bo Cavaliers przeszli dwie poprzednie rundy głównie za sprawą fe-no-me-na-lnej gry LeBrona Jamesa. Irving i Love póki co grają słabo (szczególnie Kyrie, który ma fatalną skuteczność w tych playoffach) i jeśli nie wejdą na wyższy poziom, to Celtics poczują krew. Z drugiej strony Cavs są drużyną przynajmniej o klasę lepszą niż rywale, a LBJ ma świadomość tego, że im mniej spotkań rozegra przed rywalizacją z Warriors tym lepiej i będzie chciał skończyć serię szybko. Bezpieczne 4:1, ale nie zdziwi mnie ani 4:0, ani (choć trochę bardziej) 4:2.

Czytaj dalej...

Rywal Cavs w Finale Wschodu – typowanie

Najpóźniej za tydzień powinniśmy być świadkami pierwszego spotkania na szczycie Konferencji Wschodniej, zaś wszystko zależy od długości serii Boston Celtics – Washington Wizards. Cleveland Cavaliers spokojnie czekają na swojego rywala, a nasza redakcja po raz kolejny pokusiła się o wytypowanie wymarzonego przeciwnika mistrzów NBA. Zapraszamy do lektury!

Krzysztof Dziadek

Washington Wizards. Rywalizacja Czarodziejów z Celtami stoi na wysokim poziomie i jest naprawdę zacięta. Jak dotąd obie ekipy wygrały przed własną publicznością dwukrotnie, więc to Boston wciąż zachowuje przewagę własnego parkietu. Triumfy Wizards były w mojej opinii bardziej efektowne niż te w wykonaniu Celtics. Można powiedzieć, że gdyby Marcin Gortat i spółka zagrali w hali TD Garden na swoim poziomie i byli skupieni przez całe spotkanie, wywieźliby z Massachusetts zwycięstwo i prawdopodobnie prowadziliby już 3:1. Nie zmienia to jednak faktu, że w ECF wolałbym trafić na zespół ze stolicy. Uzasadnię swój wybór dwoma prostymi argumentami. Pierwszy - Marcin Gortat. Najzwyczajniej w świecie życzę naszemu rodakowi jak najlepiej i chciałbym zobaczyć go w następnej rundzie. Drugi - sezon zasadniczy, a raczej potyczki Cavaliers z Wizards, w których obie ekipy pokazały, że potrafią wygrywać na wyjazdach. Utwierdza to tylko w przekonaniu, jak ważna jest przewaga własnej hali, którą w przypadku rywalizacji z Washingtonem Cavs zachowają i która w kluczowych sytuacjach może decydować o wyniku. Poza tym, mimo słabszych występów wciąż uważam Celtów za drużynę naprawdę groźną, która może wygrać z każdym. Na papierze są solidnym zespołem (Thomas, Bradley, Horford). Dodatkowo ewentualne Game 5 i 7 w Bostonie przyprawia mnie o dreszcze.

Mateusz Jakubiak

Boston Celtics. Nie jest dla mnie jakąś szczególną atrakcją gra z Washinton Wizards i Marcinem Gortatem w składzie, dlatego stawiam na „Celtów”. Przede wszystkim dlatego, że mamy z nimi pewne rachunki do wyrównania – to właśnie oni stawali nam na drodze podczas pierwszej „ery” LeBrona Jamesa w Cleveland, a teraz nadszedł czas rewanżu. Pamiętam doskonale, że wygraliśmy z nimi dwa lata temu w pierwszej rundzie, ale wyeliminowanie ich na poziomie Finału Konferencji Wschodniej byłoby bardzo fajną sprawą. Swoje osobiste porachunki w Playoffs przeciwko Celtics może mieć także Kevin Love – wszyscy pamiętamy wydarzenia z Game 4 w 2015 roku.

Konrad Jaśkiewicz

Wizards. Uważam, że stołeczni będą lepszą rozgrzewką przed (najprawdopodobniej) Warriors. Ich mecze z Cavs były zdecydowanie (przynajmniej dla mnie) lepsze dla oka, niż te z Bostonem. Poza tym, nie lubię drużyny z Massachusetts, nie kojarzą mi się oni z niczym dobrym. To przez nich odpadliśmy w 2008 roku, to po serii z Celtics LeBron opuścił Ohio w 2010, to ich gracz swoim "brudnym zagraniem wykluczył z udziału (bo to był dopiero 1. runda) w Play-Offs i Finale NBA w 2015 Kevina Love'a. No i w Waszyngtonie gra nasz rodak - Marcin Gortat.

Rafał Jurasiński

Wybór jest dość trudny. Sportowo łatwiejszy do przejścia wydaje się Boston, ale szkoda, że straciliśmy przewagę parkietu. Z drugiej strony skoro mamy zagrać 4 mecze to na cholerę nam przewaga parkietu. 2 razy u nich i 2 razy u nas i grzejemy silniki na wylot do Oakland, którzy też pewnie 4 razy wybiegną na parkiet w finałach zachodu. Washington wygląda bardzo korzystnie w tych playoffs i śmiem twierdzić, że pokonanie ich zajmie nam trochę więcej czasu. Mimo wszystko sportowy duch podpowiada, że fajnie będzie pooglądać zacięte mecze z Czarodziejami oraz Polaka w finałach konferencji. Na wypadek katastrofy zawsze ostanie się nam Gortat walczący z the Dubs. Reasumująć Waszyngton zdobędzie bostoński ogród w kolejnym meczu i przypieczętuje finał Wschodu u siebie. Potem urwie nam dwie gry, ale to my zagramy w finale z GSW.

Wojciech Markowski

Boston Celtics. Bez przekonania. Przed serią typowałem 4:3 dla Celtów i to głównie ze względu na przewagę parkietu w siódmym meczu.  Pojedynek Bostonu z Waszyngtonem wygląda na bardzo wyrównany i do tej pory sprawdza się to, o czym myślałem, że własna hala i publika dają zwycięstwa. Na tę chwilę wydaje mi się jednak, że to Wizards mają szansę wyrwać zwycięstwo w piątym meczu i awansować do finałów konferencji LeBrona Jamesa.  Ekipa ze stolicy ma lepszą pierwszą piątkę i zdecydowanie pokonuje wyjściowy lineup Celtics. Kiedy na parkiecie pojawiają się jednak rezerwowi to bardzo łatwo zrobić przeciwko nim run i uzyskać przewagę punktową. Jestem ciekawy czy Scott Brooks znalazłby jakąkolwiek odpowiedź na lineupy na przełomie kwart 1/2  i 3/4 , kiedy gramy w ustawieniu 5-0 z LeBronem i rezerwowymi. Celtics mają bardziej zbilansowany zespół, ale James i tak jadł ich w tych minutach, o czym szczegółowo pisałem tutaj i tutaj. Brad Stevens jest zdecydowanie lepszym trenem niż szkoleniowiec Wizards, ale finalnie wybieram Boston, bo to grupa dobrych do bardzo dobrych (Horford, Bradley, Crowder) role players i jedna gwiazda – Isaiah Thomas. Łatwiej ograniczyć dokonania jednego ponad przeciętego gracza niż dwóch (Wall i Beal). To na pewno nie byłaby łatwa seria, ale myślę, że możemy zneutralizować atuty Celtics. Usprawnienia znakomitego Brada Stevensa mogą sprawić nam trochę kłopotów, ale finalnie my mamy drugiego trenera na boisku, czyli LeBrona, który znakomicie czyta grę i podejmuje właściwe decyzje. Obstawiam, że zarówno z Bostonem, jak i z Waszyngtonem możemy przegrać jeden mecz, ale skoro muszę zdecydować, to wybieram Celtics.

Piotr Procki

Washington Wizards. Długo myślałem nad tą odpowiedzią gdyż pytanie uważam za bardzo trudne. Rywalizacja Washington – Boston jest bardzo wyrównana, z jednej strony duet Bradley Beal & John Wall z drugiej Isaiah Thomas z kolegami. Ostatnie starcie z Celtami w Playoff sprawiło nam wiele problemów zwłaszcza z nieczystą grą Kelly’ego Olynyka, który wyeliminował wtedy Kevina Love’a (kontuzja barku) i tych samych brudnych zagrań próbował w tegorocznej pierwszej rundzie przeciwko Bulls na Robinie Lopezie. Osobiście uważam, że przewaga parkietu będzie miała znaczenie na rywalizację w finale konferencji. Pierwsze dwa mecze u siebie i w razie potrzeby również Game 7? To jest duży argument, na pewno nie będzie łatwo bez względu na którą drużynę trafimy ale liczę, że będzie to jednak team ze stolicy.

Czytaj dalej...

Game 4 dla Cavaliers i koniec serii z Raptors – relacja z meczu

  • Dział: Mecz

Czwarty mecz przeciwko Toronto rozgrywany był o przyjemnej dla nas godzinie 21:30 i choć mówi się, że nie warto oglądać kolejnego spotkania w serii, w której jest 3:0, to było całkiem niezłe.

Raptors znów grali bez Kyle’a Lowy’ego, z Corym Josephem w piątce i tym razem P.J. Tuckerem na pozycji niskiego skrzydłowego. Przez pierwsze 2,5 minuty  meczu nie oglądaliśmy punktów i obie drużyny rozpoczęły spotkanie bardzo niemrawo. Z czasem jednak lepiej w mecz weszła drużyna z Kanady i gospodarze prowadzili już dziesięcioma punktami. Na boisku pojawił się jednak Channing Frye i poprawiliśmy swoją ofensywę. Straty zostały odrobione i pierwsza ćwiartka meczu zakończyła się remisem 28 – 28.

W drugiej kwarcie dostaliśmy duże wsparcie od rezerwowych, przede wszystkim Kyle’a Korvera i Derona Williamsa. Kyle zakończył pierwszą połowę spotkania mając aż 16 punktów trafiając 6/8 rzutów z gry. W ekipie gospodarzy nieźle grał Joseph, Ibaka i Tucker, ale Cavaliers złapali odpowiedni rytm i pierwsza połowa spotkania została przez nas pewnie wygrana 61 – 49. Trafiliśmy w niej aż 10 trójek i mieliśmy fantastyczne 18 asyst, co po słabym początku spotkania napawało optymizmem.

W trzeciej kwarcie do pewnego momentu wydawało się, że Cleveland ma mecz pod kontrolą, ale nagle pojawiły się w naszej grze pomyłki, niezrozumienia, Raptors złapali wiatr w żagle i zaliczyli run, po którym zbliżyli się do Cavs. Ponownie oddech dało nam wejście Frye’a, na którego zagrane zostały dwie kolejne akcje i zrobiło się +10. Finalnie po tej części gry wynik wynosił 85 – 80.

Czwarta kwarta to była przede wszystkim walka o każdą piłkę z obu stron. Toronto nie chciało jeszcze kończyć swojego sezonu i dzielnie walczyło, ale Cavaliers byli zdeterminowani, aby zakończyć tę serię sweepem. Było trochę chaosu i głupich rzutów, Raptors byli nawet na prowadzeniu. Cavaliers nie grali już tak zespołowo, zatrzymały się wskaźniki asyst i trójek, ale wreszcie lepiej zaczął wyglądać Kyrie Irving, który zdobył 8 punktów w przeciągu paru minut i uzyskaliśmy 8 punktów zaliczki. Na 2:43 do końca spotkania, LeBron trafił po step backu trójkę, która odłożyła mecz do zamrażarki i Cavaliers dowieźli zwycięstwo 109 – 102.

W naszej drużynie po raz kolejny bardzo dobry był James, który zdobył 35 punktów i trafił aż 5 trójek. Wreszcie lepiej wyglądał w ofensywie Kyrie Irving, choć jego skuteczność cały czas nie jest dobra. Do 27 punktów dołożył jednak 9 asyst i 4 przechwyty. Trzecim najważniejszym graczem był Kyle Korver -  18 punktów. Zawiedli Kevin Love, J.R. Smith czy Iman Shumpert. Po stronie gospodarczy punktował  przede wszystkim Serge Ibaka – 23 punkty i DeRozan – 22 ( a do tego dobrze wychodził z podwojeń i zanotował 8 asysyt). Duże wsparcie liderom dali również Cory Joseph 20/6/12 oraz P.J. Tucker 14/12.

Ten mecz był najtrudniejszym w serii, ale Cavaliers zagrali mądrze i dojrzale. Bardzo pewnie pokonaliśmy Toronto i zaliczyliśmy drugi sweep w tegorocznych playoffach. W cieniu fenomenalnej gry LeBrona Jamesa (to cały czas jest jego konferencja i nikt nie jest nawet blisko), zawodzą Kevin Love i Kryie Irving, którzy nie grają na miarę swoich możliwości. Kevin bardzo mocno ograniczył swoją rolę, a Kyrie ma ogromne problemy ze skutecznością i nie trafiał nawet 40% swoich rzutów. Ważne jednak, że teraz znowu Cleveland będzie miało przynajmniej parę dni odpoczynku i może uda się poprawić grę tych, którzy mają jakieś kłopoty. Póki co, czekamy na rywala w finale konferencji.

Czytaj dalej...

Pewne zwycięstwo i 2:0 w serii - relacja z game 2

  • Dział: Mecz

Cavaliers przeszli się po Raptors jeszcze wyraźniej niż w pierwszym meczu i bardzo pewni wygrali 125 – 103. Fantastyczny znowu był LeBron, który w 36 minut na parkiecie zanotował 39 punktów z zaledwie 14 rzutów z gry. Trafił 10 z nich, do tego był 4/6 za trzy oraz stawał aż 21 razy na linii, z czego 15 razy umieścił piłkę w koszu. Kyrie Irving miał 22 punkty, ale tylko 6/19 z gry. Dołożył jednak do swojego dorobku 11 asyst. W poprzednim spotkaniu miał ich 10 i jest to zdecydowana {jcomments on}poprawa w stosunku do serii z Pacers, gdzie zaliczał średnio tylko 3 ostatnie podania. Oby tak dalej Kyrie! Znakomite wsparcie z ławki dał nam Channing Frye, który zdobył 18 punktów, trafiając 5/7 za trzy.

Cleveland w tej serii opisałbym jednym zdaniem: niepowstrzymany King James i horda strzelców za trzy. Cavs trafili aż 18 trójek ze skutecznością 54,5% i wyrzucili Toronto z hali. Ale po kolei.

W wyjściowej piątce ekipy z Kanady mieliśmy dwie zmiany. Valanciunasa i Carrolla zastąpili Patterson i Powell. Miało to poprawić sparing, podnieść skuteczność rzutów za trzy i dać więcej mobilności w obronie. Niestety na niewiele się to zdało. Cavs szybko przejęli inicjatywę i uzyskali 10 punktów przewagi. W defensywie nadal podwajaliśmy liderów gości, szczególnie DeMara DeRozana, który kompletnie sobie z tym nie radził. Bardzo dobrze wyglądał za to Jonas Valanciunas, który po wejściu na boisko zaczął seryjnie zdobywać punkty i zakończył mecz z dorobkiem 23 punktów przy znakomitej skuteczności 10/13 z gry. Po pierwszej kwarcie prowadziliśmy 12 punktami.

W drugiej kwarcie nadal graliśmy bardzo dobrze w ofensywie. Przez pierwsze 16 minut spotkania ani razu nie pomyliliśmy się zza łuku i byliśmy 8/8. James trafił dwie trójki z rzędu z tego samego miejsca i było +14. Przewagę mieliśmy również na linii rzutów wolnych gdzie stawaliśmy do tamtego momentu 10 razy, podczas gdy Raptors nie pojawili się na linii ani razu. Swoją dobrą grę kontynuował litewski center gości, ale to było za mało. Pudłował DeRozan i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 62 – 48. Miałem wrażenie, że sędziowie wiele kontrowersyjnych sytuacji gwizdali na korzyść Toronto i gdyby nie to, przewaga mogła być nawet większa.

Na początku trzeciej kwarty kontuzji kostki nabawił się lider gości – Kyle Lowry. Wrócił jednak po chwili boisko, ale po meczu narzekał na odczuwany ból. Zapewnił jednak, że będzie grał w meczu nr 3. W tej spotkania gry dominował znowu James z Irvingiem. LeBron czuł się tak pewnie, że oddawał trójki po pick&rollu albo w kontrze. Wydaje mi się, że w tym sezonie zrobił zdecydowany postęp, jeśli chodzi o ten element gry. Widać to w statystykach, ale przede wszystkim w pewności, z jaką oddaje trójki. To oczywiście znakomita informacja pod kątem tego, że młodszy już nie będzie i z czasem zmuszony zostanie do oddawania rzutów dalej od kosza. Póki co jednak Raptors nie mają na niego żadnej odpowiedzi i miażdży ich atletycznie. Cavaliers grali dobrze po bronionej stronie parkietu, zaliczali przechwyty i karcili drużynę z Kanady. Przed ostatnią częścią meczu mieliśmy 26 punktów przewagi i w zasadzie można było już iść do domu.

Nie rozumiem, dlaczego LeBron grał jeszcze przez połowę czwartej kwarty i zszedł z boiska dopiero na 6 minut przed końcem. Był na boisku w sumie 36 minut, więc niedużo jak na jego standardy, ale równie dobrze mogło to być pół godziny. Inni starterzy grali jeszcze mniej i wyglądamy póki co bardzo świeżo. Cieszę się też, że w garbage time na parkiecie pojawił się Rysiek Jefferson, który zawsze nieźle wygląda w matchupach przeciwko Warriors i może się jeszcze przydać w playoffach. Póki co Tyronn Lue używa tak naprawdę dziewięcioosobowej rotacji i RJ stracił swoje minuty, ale myślę że nie ma co z niego rezygnować. Dobrze też, że Iman Shumpert gra sporo (27 minut), bo wygląda naprawdę nieźle i jest jednym z najlepszych defensorów w naszym składzie, a tych nie mamy zbyt wielu. Musimy patrzeć jak organizacja do przodu. Konferencję wschodnią możemy przejść płynąc w ataku, tak jak teraz, ale w finałach z Warriors (ktoś wierzy w inny scenariusz?) kluczowa będzie druga strona parkietu.

W trzeciej kwarcie dzisiejszego spotkania LeBron wyprzedził Kareema Abdul-Jabbara i jest drugim strzelcem w historii playoffów. Wiadomo, kto jest pierwszy, ale wygląda na to, że już niedługo. James ma szansę wskoczyć na pierwsze miejsce jeszcze tej wiosny.

Jedziemy do Toronto po trzecie zwycięstwo i zamknięcie serii. Jeśli utrzymamy koncentrację, to kolejne spotkania mogą mieć podobny scenariusz do pierwszych dwóch. Publiczność i własna hala zapewne dadzą trochę energii Raptors, ale wygląda na to, że Cavs chcą jak najszybciej zakończyć zmagania w tej rundzie i grają lepiej niż w pojedynkach z Indianą. Kolejny mecz w nocy z piątku na sobotę o 1:00.

Czytaj dalej...

Zapowiedź serii Cavaliers – Raptors

  • Dział: Mecz

Już dzisiaj w nocy podejmiemy w Cleveland ekipę z Toronto. Cavaliers są wypoczęci, ale mieli stosunkowo długą przerwę i mogą mieć problemy z wejściem w mecz. Raptors są w lepszym rytmie, ale zagrali o dwa mecze więcej, mieli mniej czasu na regenerację i w okolicach trzeciego czy czwartego meczu może to być widoczne. Jak może wyglądać bój o finał konferencji wschodniej LeBrona Jamesa?


Goście po raz kolejny zawodzą w playoffach i nie grają na miarę oczekiwań. Kyle Lowry zmaga się z urazem pleców i nie jest sobą. Demar DeRozan rozkręcił się dopiero w ostatnich meczach poprzedniej serii. Najsolidniej i najrówniej grał do tej pory Serge Ibaka. Ważną rolę odegrał również Norman Powell, który wprowadzony do pierwszej piątki pomógł rozbujać ofensywę Raptors. Jonas Valanciunas przesunięty na ławkę uprzykrzał życie Gregowi Monroe, ale teraz ma szansę wrócić do wyjściowego składu. DeMarre Carroll to cień zawodnika sprzed lat. Po kontuzji nie doszedł do siebie także Patrick Patterson. Cory Joseph nie grał wielu minut w serii, teraz prawdopodobnie otrzyma ich więcej. Istotna będzie zapewne dyspozycja P.J. Tuckera, który będzie uprzykrzał życie LeBronowi.


Na papierze Toronto ma szansę postawić się Cleveland, ale to Cavaliers mają trzech z pięciu najlepszych graczy w tej serii. Kluczowe będzie podkręcenie zaangażowania w obronie. Serię z Pacers wygraliśmy 4-0, ale byliśmy lepsi o zaledwie 18 punktów w czterech meczach. W ataku możemy płynąć, nawet mimo tego, że Raptors mają obrońców swoim składzie. Możemy nawet wygrywać mecze grając świetnie w ataku i nadal kiepsko w obronie. Mamy więcej talentu w drużynie. Gorzej, jeśli atak się zatnie (czwarte kwarty w serii z Indianą). Nasze defensywa nie pomaga i nie potrafimy wygrywać nią spotkań. Jeśli chcemy znów szybko awansować do kolejnej rundy, powinniśmy zrobić już teraz „switch" i wyjść na drużynę z Kanady na 100%. Odpowiednie podejście to w tym przypadku połowa sukcesu.


Ciekawi mnie, jak będziemy bronić backcourt gości. Mam nadzieję, że prędzej czy później (oby prędzej) Iman Shumpert zabierze część minut J.R. Smitha i będzie krył gwiazdy „Dinozaurów". Rok temu Cavaliers podwajali liderów Toronto i chcieli żeby mecz spróbowali wygrać role players. Teraz skład Raptors wygląda na mocniejszy niż rok temu, ale Dwane Casey nie jest wirtuozem i w serii z Bucks wystawiał momentami na parkiet lineupy, w których żaden koszykarz nie groził rzutem za trzy. Takie sytuacje musimy wykorzystywać bezlitośnie i zaliczać runy, dzięki szczelnej defensywie w trumnie i szybkich kontrach.


LeBron znowu będzie grał chore minuty. Mi nie podoba się wypowiedź Tyronna Lue o czasie, jaki James spędza na boisku. Potrzebujemy go wypoczętego na finały. Z drugiej strony lepiej, żeby grał tak dużo, jeśli będziemy wygrywać serie do zera. Tym razem nie będzie to takie proste, ale jeśli Cavaliers nie zlekceważą rywali, to powinni spokojnie awansować do następnej rundy. Jeżeli LBJ utrzyma fantastyczny poziom gry ze spotkań z Pacers i poprawi skuteczność rzutów osobistych, to Raptors będą mieli ciężki orzech do zgryzienia. Chciałbym, żebyśmy jeszcze lepiej wykorzystali naszych rezerwowych i Kevina Love'a. Chciałbym, żeby Kyrie Irving oddał część rzutów Kevinowi i nie forsował trójek, bo choć cały zespół rzuca znakomite 40% za trzy, to Kyrie miał ledwie 21% trafień zza łuku.


Ruszamy do boju o finał konferencji i utrzymanie prymatu na wschodzie. Koncentracja w defensywie, ograniczenie strat, ruch piłki w ataku i powinno być dobrze. Zaczynamy serię z Raptors. Let's go Cavs!

Czytaj dalej...

Typujemy serię z Raptors!

  • Dział: Pozostałe

Dziś minie równo tydzień od meczu, który zakończył rywalizację w pierwszej rundzie Playoffs na Wschodzie NBA. Przypomnijmy, że Cleveland Cavaliers pokonali 4-0 Indiana Pacers, lecz nie był to spacerek i w każdym ze spotkań mistrzowie ligi musieli się sporo napocić. Taki wynik pozwolił jednak Kawalerii na dłuższy odpoczynek, który zakończy się w nocy z poniedziałku na wtorek. Właśnie wtedy czeka nas pierwszy mecz Cavs przeciwko Toronto Raptors.

Jak będzie wyglądała ta seria? Nasze przewidywania znajdziecie poniżej. Zapraszamy do lektury!

1. Jakie są najgroźniejsza broń oraz najsłabszy aspekt gry Raptors?

2. Gdzie możemy szukać kluczowego pojedynku w serii?

3. Jakim wynikiem zakończy się rywalizacja?

Mateusz Jakubiak

1. Bardzo możliwe, że najsilniejszą bronią, ale też słabością Raptors będzie dwójka największych gwiazdorów ekipy z Kanady, czyli Kyle Lowry oraz DeMar DeRozan. Nie jest tajemnicą, że kiedy ten duet gra słabo, to i całej drużynie „Dinozaurów” nie idzie zbyt dobrze. Potrafią oni jednak roznieść każdą defensywę w tej lidze, dlatego na nich powinna być zwrócona szczególna uwaga Kawalerii w defensywie. Team z Toronto ma też swoim składzie m.in. Jonasa Valančiūnasa, Serge’a Ibakę oraz P. J. Tuckera. Każdy z nich może być kluczowym zawodnikiem dla Raptors i efektywnie wspomagać swoich liderów w rywalizacji z Cavs.

2. Kluczowym pojedynkiem w tej serii być może będzie postawa podkoszowych obydwu zespołów. Lowry i DeRozan nie poprowadzą Raptors do sukcesu sami i będą potrzebować pomocy Valančiūnasa, Ibaki, a także np. Normana Powella. Stawić im czoła będą musieli m.in. Tristan Thompson, Kevin Love i LeBron James. Tutaj przewaga wydaje się być po stronie Wine & Gold, ale walki w pomalowanym z pewnością nie zabraknie.

3. 4-1 dla Cavs. Wydaje mi się, że nie będzie to seria na kształt zeszłorocznych Finałów Konferencji Wschodniej. Personalnie Raptors wyglądają na silniejszą ekipę, ale na parkiecie wyglądają jednak słabiej. Jeżeli Cavaliers wygrają oba mecze u siebie, a później mecz numer trzy, to rywalizacja może się zakończyć w czterech meczach. Pamiętajmy o tym, że to są oczywiście Playoffs i wiele przewidywań może się nie sprawdzić. Cavs jednak wygrają tą serię – nie mam najmniejszych wątpliwości.

Rafał Jurasiński

1. W składzie Raptors znajduje się trzech dobrych defensorów Ibaka - Carroll - Valančiūnas oraz dwóch all - starów DeRozan i Lowry. Brzmi naprawdę groźnie, ale paradoksalnie to słaba obrona może być przyczynkiem do porażki Raps. Przy szybkiej grze Cavs mniej zwrotni gracze Torontczyków nie nadążą do krycia trójki i mamy szansę ich rozstrzelać. Drugi słaby punkt rywala to głębia składu. nasze rezerwy prezentują się lepiej, przynajmniej na papierze. Można dodać także doświadczenie, które jest ewidentnie po naszej stronie. Silna strona to duet obrońców. Gdy im "idzie" są w stanie wygrać z każdym. Mocni są także obydwaj centrzy, ale przecież w 2011 roku sami zdecydowaliśmy, że Tristan jest lepszy od Jonasa wybierając go w drafcie, a pomijając Litwina. Niech udowodni swoją wyższość.

2. Na każdej pozycji spora przewaga Cavs oprócz 2 i 5. Na DeMara więcej minut powinien otrzymać Shump (ogólnie uważam, że powinien grać w s5). LeBron pewnie znów ośmieszy Carrolla, a Love nie ma konkurenta pośród PF Raps. O centrach wspominałem, ale oni nie odegrają znaczącej roli w tej rywalizacji. Jako główny pojedynek wysuwa się starcie playmakerów. Lowry przez wielu uznawany za lepszego od Irvinga powinien się przekonać, że tak nie jest. To mogą być mecze naszego PG. Podobnie rezerwowi rozgrywający to specjaliści w tej dziedzinie.

3. 4-2 - Zakładam, że Toronto 3-4 razy wzniosą się na wyżyny możliwości z czego raz lub dwa przegrają po game winnerach. Moje asekuranctwo spowodowane jest wciąż nie najwyższą formą Cavs.

Wojciech Markowski

1. Jeśli chodzi o największe zagrożenie ze strony Toronto, to oczywistą odpowiedzią wydaje się być backcourt drużyny z Kanady. Po sezonie regularnym bez cienia wątpliwości powiedziałbym, że to Lowry i DeRozan sprawią nam najwięcej kłopotów, ale po serii z Bucks i kolejnym słabym występie na początek playoffów mam wątpliwości. Kyle Lowry ewidentnie nie jest zdrowy i nadal zmaga się z urazem pleców. Jeśli uda mu się poprawić swoją formę, to on powinien dominować i objeżdżać Irvinga w pick&rollach. Na tę chwilę jednak SG gości wydaje się być większym kłopotem. DeMar DeRozan fatalnie zaczął poprzednią serię, ale zakończył ją grając bardzo dobrze i to on będzie ciągnął ofensywę gości. Tym bardziej, jeśli to J.R. Smith będzie wychodził w pierwszej piątce Cleveland, a nie Iman Shumpert. Smith nie jest dobrym obrońcą i będzie miał na pewno kłopoty z guardem Raptors. Mocną stroną Toronto może być także defensywa, ale to tak naprawdę zależy od ich nastawienia. Tutaj płynnie przejdę do słabości naszych rywali, czyli psychiki. Kolejny rok z rzędu ekipa z Kanady zawodzi w playoffach. Męczyli się z ciekawą, ale jeszcze przeciętną drużyną Milwaukee, a teraz staną w szranki z mistrzami NBA, którzy rok temu złoili im skórę. Owszem Raptors urwali dwa mecze, ale Cavs nie traktowali ich poważnie i mecze nr 5 i 6 zakończyły się blowoutami. Na papierze Toronto ma argumenty, aby toczyć bój z Cleveland. Pytanie, czy ma je również w głowie?

2. Tutaj mam trzy pomysły. Po pierwsze pojedynki pod koszem, czyli starcia Thompsona z.... No właśnie, z kim? Prawdopodobnie Dwane Casey z powrotem wstawi do pierwszej piątki Valančiūnasa. Wtedy ciekawy będzie pojedynek na deskach z TT. Z drugiej strony bardzo łatwo Cavs mogą wyrzucić z tej serii Litwina, jeśli szybko będą przechodzić do ustawień 5-0 z Frye'em/Lovem/LeBronem na centrze. Wtedy ważną rolę będzie pełnił Ibaka lub Patterson. Zobaczymy jak będą wyglądać rotacje na pozycjach PF i C, ale mogą one rozstrzygać o losach spotkań. Po drugie pojedynek James - rezerwowi Raptors. Kluczem dla drużyny z Kanady jest nie przegrać tych minut, gdy LBJ zostaje na parkiecie z rezerwowymi. Napisałbym, że to DeMarre Carroll musi się postawić Jamesowi, ale poprzednie spotkania pokazały, że nie jest on w stanie tego zrobić. Alternatywą jest tutaj P.J. Tucker. Toronto, jeśli chce wygrać serię, musi znaleźć sposób na lineup rezerwowi + LeBron. Po trzecie Irving - Lowry. Jeśli rozgrywający gospodarzy nadal będzie miał problemy z plecami, to nie powinno być tutaj źle. Jeśli jednak uda mu się wrócić do lepszej dyspozycji, wtedy Kyrie będzie miał problem. Irving jest niestety dziurą w obronie. Może warto byłoby go schować wtedy na Carrollu, Shumperta przesunąć na Lowry'ego, a Brona na DeRozana. Wątpię jednak, żeby Tyronn Lue zdecydował się na taki krok.

3. 4:1 dla Cavaliers. Wszystko moim zdaniem zależy od psychiki. Jeśli Cavs podejdą do tych spotkań skoncentrowani i poprawią defensywę, wtedy powinno pójść gładko. Gorzej, jeśli znów spojrzą na Toronto z góry. Wtedy może być różnie. Raptors mogą wyjść na Cleveland agresywnie i z wiarą, mogą wykorzystać słabą obronę mistrzów NBA, mogą urwać mecz na wyjeździe. Mogą też znów nie wytrzymać presji, zaciąć się w ataku i zostać zjedzonymi przez atak Cavaliers. Typuję, że przegramy jedno spotkanie, ale LeBron nie dopuści do długiej serii i zakończymy marzenia "Dinozaurów" po pięciu meczach. Wiele jest znaków zapytania, ale Cleveland to po prostu lepsza drużyna. Jeśli zaczniemy bronić (na razie nie bronimy, nie ma poprawy w stosunku do sezonu regularnego) będzie krótka seria.

Piotr Procki

1.Next step, Toronto Raptors… Przyznaję, że nie byłem zadowolony, że to właśnie oni, a nie Bucks zmierzą się z Cleveland w następnej rundzie. To jest solidna drużyna, mająca duże nazwiska w pierwszej piątce, jak i na ławce, solidni obrońcy DeMarre Carroll, nowy nabytek Serge Ibaka czy Jonas Valančiūnas oraz dwóch all - starów DeRozan i Lowry. Myślę że ich największą bronią jest obrona bardzo solidna niemniej to częsta nieskuteczność w ataku powoduje, osłabienie defensywy a to z kolei przeplatanie meczów słabych, przeciętnych z tymi wybitnymi. Mam nadzieje że DD10 nie wjedzie w tą serie najlepiej, jak w poprzedniej z Bucks, bo to on może w każdej chwili przechylić szalę na korzyść drużyny z Kanady.

2.Kluczowych pojedynków w tej serii będzie bardzo dużo, obwód i pole pomalowane, TT na pewno będzie miał co robić. Uważam, że takim najważniejszym pojedynkiem będzie Kyle Lowry - Kyrie Irving a drugoplanowo oczywiście LeBron James – DeMar DeRozan. Bardzo ważna myślę a może nawet najważniejsza będzie batalia ławek, to rezerwowi mogą zdecydować kto wejdzie do finału konferencji.

3.Moim zdaniem będzie maksymalnie 4-2 a optymalnie 4-1 dla drużyny z Ohio. Wierzę, że Cavs grają lepszą koszykówkę niż Raptors. Grają spokojniej nie podpalają się aż tak jak drużyna z Kanady która często właśnie przez gorące głowy i decyzje podjęte w afekcie przegrywali swoje spotkania zarówno w serii z Milwaukee jak i sezonie zasadniczym. Zdecydowanie Cavs muszą wygrywać u siebie, bo w Toronto na pewno łatwo nie będzie, i właśnie tam myślę że Cleveland Cavaliers mogą przegrać jedno lub dwa spotkania.

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS

Login lub Rejestracja

Logowanie

Rejestracja

Rejestracja użytkownika
lub Anuluj
priligy dapoxetina generico Erfahrungen Priligy Dapoxetin Viagra kaufen Propecia Generika kaufen Acheter Kamagra Cialis rezeptfrei Lida kaufen Generic Propecia Acheter Generic Levitra Puissance drogues acheter pharmacie en ligne Levitra Professional Cialis Soft Kaufen billig Acheter Kamagra Super Viagra Tabletten Levitra rezeptfrei kaufen Viagra Tabletten Gegen Rauchen Acheter Generic Cialis Viagra kopen bij de kruidvat Acheter Tadacip