Viagra Generico Cialis Originale Kamagra 100 mg Kamagra Oral Jelly Acquistare Propecia Generico Test Pacchetti Generica Acquistare Viagra Strips Kamagra Oral Jelly Priligy Dapoxetina Generico Viagra Originale Kamagra Fizzy Tabs Acquistare Kamagra Soft Tabs Viagra Originale 100mg Levitra Generico Levitra Originale Acquistare Test Pacchetti originale viagra Levitra Soft Tabs Kamagra Fizzy Tabs Acquistare Viagra Soft Tabs
Cleveland Cavaliers Polska CavsPL - Markos

Cleveland Cavaliers Polska CavsPL

cialis flashback kamagra tjejer kamagra 100mg pour femme kamagra 100mg oral jelly australia buy levitra nz kamagra sobres kamagra online uk levitra controindicazioni kamagra oral jelly bestellen deutschland viagra online kaufen kamagra gel comprar kamagra 100 mg pillole levitra vaikutus cialis en om dagen levitra comprimidos kamagra 100mg preis kamagra bivirkninger levitra dosierung cialis ou viagra cialis erfahrungen cialis i norge
Erfahrungen Super Kamagra Cialis kaufen Potenzmittel Viagra Lida kaufen Erfahrungen Levitra Original Viagra Cialis Kaufen Cialis billig Lida kundenrezensionen Herren-Apotheke Online Lovegra kaufen Cialis oder Viagra Gegen Rauchen Viagra ohne Rezept Schlankheitsmittel Viagra pille Cialis Tadalafil Viagra rezeptfrei kaufen Cialis rezeptfrei
A+ A A-
Markos

Markos

LeBron TOP1 w oczach Kerra

W opublikowanym niedawno podcaście Zacha Lowe, można było posłuchać ciekawej rozmowy między gospodarzem, a trenerem nowych mistrzów NBA - Stevem Kerrem. Kiedy dialog zszedł na temat najlepszych graczy ligii, Kerr wskazał top3, w którym na pierwszym miejscu bez wahania umieścił LeBrona Jamesa.

Co ciekawe, podium uzupełnili tacy gracze, jak Kevin Durant i Kawhi Leonard, co trener Warriors uzasadnił tym, że Ci gracze posiadają świetne warunki fizczyne, a do tego są zawodnikami, którzy robią rożnice po obu stronach parkietu.

Jest to postawa zgoła odmienna od tej, którą prezentuje Draymond Green, który bardzo cieszy się swoim zwycięstwem nad Cavs i Jamesem i co rusz próbuje wbijać szpilki w Brona i Cleveland. Sytuację z koszulką widzieli chyba wszyscy. Potem Green nabijał się z nowej fryzury LBJ'a, a następnie w swojej przemowie wyśmiał LeBrona, mówiąc o tym, że to on rozpoczął erę super teamów, ale chyba zapomniał o paru drużynach, które już wcześniej były w ten sposób budowane...

James w odpowiedzi wskazał chociażby drużynę Lakers z 2003 roku, czy Rockets z 1996, a mógł przecież spokojnie dodać chociażby Big Three z Bostonu. Na koniec dodał też zdanie o tym, że cieszy go to, że w dniu, w którym Warriors świętują mistrzostwo, Draymond myśli o jego imieniu i podobiźnie.

Jak widać podejście może być różne i jedni potrafią okazać szacunek rywalowi, a inni nie...

Nie lekceważ serca mistrzów - wygrana w game 4!

Po niesamowitym spotkaniu wygrywamy 137 - 116 i unikamy sweepu! Cavaliers grali o honor i było to widać na parkiecie. Mecz był tak dobry, że kompletnie zapomniałem o notatkach, które zawsze robię, więc dziś tylko krótko, bo każdy widział, co się działo, a jeśli nie to obowiązkowo musi nadrobić zaległości!

Cavs byli fantastyczni w ataku i w pierwszej kwarcie rzucili aż 49 punktów. Pobili też rekord punktów zdobytch do przerwy. Fantastyczny znowu był duet LeBron & Kyrie. Irving zagrał jeszcze lepiej niż w game 3, a James kolejny raz miał triple double. Cleveland było bardzo gorące w ataku,  24 trafione trójki to rekord finałów. W końcu zaczęło wpadać! Kevin Love miał świetnie nastawiony celownik, J.R. trafiał trudne rzuty, TT wreszcie walczył na tablicach, Rysiek Jefferson dał sporo energii z ławki, udało się ograniczyć poczynania Curry'ego w ataku i mamy pierwsze zwycięstwo.

Mecz był szalony, z wieloma przerwami, kontrowersjami i faulami technicznymi. Były spięcia, były dyskusje, ostre faule i błędy arbitrów. Działo się naprawdę dużo i to jest absolutny must see dla każego fana basketu.

Jest 3:1 i gramy przeciwko jeszcze lepszej drużynie niż rok temu. Nasze szanse na mistrzostwo są niemal zerowe, ale liczymy na kolejny świetny mecz i walkę do samego końca. Jeśli jest ktoś, kto może po raz kolejny dokonać niemożliwego i zapisać się złotym głoskami na kartach historii, to jest to LeBron.

In King we trust...

Druga porażka na wyjeździe – relacja z game 2

Cavaliers dobrze rozpoczęli dzisiejsze spotkanie. LeBron był bardzo agresywny i atakował obręcz, a skutecznością błyszczał Kevin Love i początkowo to my prowadziliśmy w tym meczu. Zastanawiające było jednak dla mnie napędzanie tempa przez Cavs. James miał pozwolenie na kontry i szybkie indywidualne akcje, co przynosiło punkty, ale ogólnie szybka gra przeciwko Warriors to nie jest dobry pomysł.  Po chwili przyszedł słabszy okres spotkania w wykonaniu graczy z Cleveland i zrobiło się -10. Dominował wtedy Curry, który bardzo często pojawiał się na linii rzutów wolnych. Pierwszą kwartę przegraliśmy 40-34.

Warriors zmienili swoją rotację na starcie drugiej ćwiartki meczu i tym razem na boisku razem był Durant i Thompson, a nie jak to było w poprzednich meczach Thompson i Green. GSW miało przewagę w tym fragmencie spotkania, w dwóch akcjach pod rząd dostaliśmy dwie czapy i było -12. W grze trzymali nas świetni LeBron i Love, a podkreśleniem bardzo dobrej dyspozycji tej dwójki była ich akcja na alley oop. Cavs grali nieźle w defensywie i wymuszali straty Warriors. Pojawiły się wreszcie przechwyty i stratę udało się zmniejszyć do trzech punktów. Do przerwy było 67-64, a spektakularny występ zaliczał James – 18 punktów, 8/12 z gry, 10 asyst i 6 zbiórek.

W trzeciej kwarcie Warriors rozstrzelali się z dystansu, a ekipa z Ohio miała problem z umieszczaniem piłki w koszu i po raz kolejny przegrywaliśmy wysoko. Udało się zmniejszyć straty do -4 po kolejno trójce Brona, jego punktach z pod kosza i świetnej asyście. Steve Kerr (który wrócił w tym meczu na ławkę gospodarzy) wziął czas i po chwili GSW zrobiło kolejny run. Trzecia kwarta zakończyła się wynikiem 102-88.

Czwarta kwarta była do pewnego momentu wyrównana i wynik oscylował wokół dwucyfrowej przewagi Warriors, ale w pewnym momencie Curry i Durant złapali vibe na dystansie i zaczęli trafiać trójki z 9 metrów. Gospodarcze odskoczyli Cavaliers i na 5 minut przed końcem spotkania było już +20. Ostatecznie wynik końcowy to 132-113.

Cavaliers znowu nie poradzili sobie z ofensywą GSW, mimo że do przerwy wyglądało to obiecująco, ale głównie dlatego, że Warriors popełniali straty, a my dotrzymywaliśmy im tempa w ataku. W drugiej połowie uwidoczniła się różnica talentu po obu stronach parkietu. LeBron zaliczył triple double 29/11/14 na bardzo dobrej skuteczności 12/18 z gry, do tego dorzucił trzy przechwyty i blok. W drugiej połowie nie był już aż tak agresywny, ale jego należy winić za to spotkanie najmniej. Kevin Love miał aż 27 punktów i stanowił jedyne wsparcie dla Króla. Po ostatnich 21 zbiórkach, teraz miał ich tylko 7, ale robił swoje w ataku. Kyrie Irving nie był sobą. Trafił tylko 8 rzutów z 23 oddanych i nie dał nam szans na wygraną. Pisałem w zapowiedzi, że aby wygrywać z Warriors, potrzebujemy spektakularnego Uncle Drew. Na razie nic takiego nie ma miejsca. TT znów miał tylko 4 zbiórki i też póki co zawodzi. J.R. Smith wyróżnił się jedynie faulami. Ławka znowu nic nie wniosła, a nasze rzuty za trzy wołają o pomstę do nieba – 8/29 i 27% skuteczności. LeBron sam nie wygra...

W ekipie gości błyszczał znowu ten sam duet. Curry miał problemy ze skutecznością, ale zaliczył triple double 32/10/11, a KD 33 punkty, 14 zbiórek i aż 5 bloków. Przebudził się Klay Thompson, który do świetnej gry w obronie dorzucił 22 punkty na bardzo dobrej skuteczności. Problemy z faulami przez cały mecz miał natomiast Draymond Green, ale i tak zapisał na swoim koncie 12/6/6.

Tym razem to Warriors mieli aż 20 strat, ale trafili 18 trójek i to wystarczyło. Przerażający jest ten team, ale Cavaliers mogą grać lepiej! Zawodzi Kyrie Irving i role players. To oni muszą w końcu przyjść do gry i oby stało się to w trzecim meczu, bo inaczej seria może zakończyć się sweepem, czego bardzo byśmy nie chcieli. Co więcej, cavs nie mogą grać tak szybko, bo w tej grze są wyraźnie słabsi od Warriors, a w drugiej połowie meczu byli zmęczeni. Czekamy na pobudkę w game 3!

Zaczynamy finały – zapowiedź pierwszego meczu (i całej serii)!

Już dzisiaj w nocy o godz. 3:00 rozpoczynamy walkę o mistrzostwo. Przed sezonem wszyscy spodziewali się takiego obrotu sprawy i mnóstwo spotkań zostało rozegranych tylko po to, aby Cavaliers i Warriors spotkali się w czerwcu po raz trzeci z rzędu. Wczoraj na stronie pojawiły się nasze typy na tę serię, więc jeśli nie czytaliście, to zapraszamy. Teraz czas na zapowiedź.

GSW jest zdecydowanym faworytem, aby sięgnąć po tytuł zarówno w opinii ekspertów, jak i bukmacherów. Ciężko się temu dziwić, ponieważ zgromadzili w swoich szeregach czterech zawodników z top15 NBA, wygrali sezon zasadniczy, a następnie bez porażki przeszli konferencję zachodnią. To musi robić wrażenie. Cleveland po raz trzeci z rzędu rozpoczyna finały z pozycji underdoga. Trzy lata temu walczyliśmy, mimo że drużyna była przetrzebiona kontuzjami. Nie grał Kevin Love, w pierwszym meczu wypadł Kyrie Irving, ale James wspomagany przez „bandę zadaniowców” niósł na swoich plecach Cavs. To niestety nie mogło się udać. Rok temu bardzo kiepsko rozpoczęliśmy potyczkę z Warriors i w dwóch pierwszych meczach dostaliśmy srogie lanie. Wszyscy przyznali już tytuł GSW, ale ekipa z Ohio podniosła się i mimo niekorzystnego wyniku 1:3, zdobyła tytuł wygrywając trzy kolejne spotkania, w tym game 7 na parkiecie przeciwnika.

W tym roku wydaje się, że mamy mocniejszy skład niż w ubiegłych latach. Do tego James jest w życiowej formie (jak co roku, mimo że ma 32 lata!), a Kyrie i Kevin są zdrowi (Irivng narzekał na bóle kolana, co było widać w pierwszych dwóch rundach, ale przeciwko Celtics już odpalił). Niestety, Warriors wyglądają na najlepszy zespół w lidze po obu stronach parkietu i murowanego faworyta tej serii. My wierzymy jednak w najlepszego koszykarza na świecie i w to, że bogowie koszykówki nie pozwolą tak łatwo zdobyć tytułu zespołowi, który był 73-9 w zeszłym roku, a teraz wzmocnił się jeszcze jednym z trzech najlepszych graczy NBA.

Wiele napisałem już wczoraj i nie chciałbym się powtarzać. Napiszę więc tylko to, czego nie zawarłem w tamtym wpisie. Wydaje mi się, że kluczowe będzie to, aby wygrać jedno spotkanie w Oakland. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy byli w stanie wygrać wysoko z GSW, ale musimy „przyjść do gry” od pierwszego meczu. Musimy wyszarpać to zwycięstwo bardzo dobrą defensywą i solidną egzekucją. LeBron musi utrzymać swój poziom gry (lepiej już się chyba naprawdę nie da), ale najistotniejsze będzie wsparcie Irvinga i Love’a oraz reszty zawodników. Kyrie i Kevin nie mogą się gubić w obronie (o co będzie bardzo, bardzo trudno), a do tego muszą dołożyć sporo w ataku. O ile punkty Love’a mogą nie być aż tak istotne, bo jego rola może być ograniczona w tym matchupie, o tyle ofensywne zdobycze Kyrie’ego będą kluczowe. Uncle Drew musi zdobywać przynajmniej 30 punktów na mecz, jeśli mamy wygrać pojedynek strzelecki z Warriors. Potrzebujemy jego wielkich, spektakularnych spotkań, aby dać radę. Bardzo istotne jest to, aby nie tylko punktował, ale też kreował kolegów. Irving, który wjeżdża pod kosz i nie tylko kończy akcje, ale oddaje też piłki do kolegów, to najlepsza wersja naszego point guarda. Niestety, nawet jeśli big three będzie grało bardzo dobrze, to aby wygrywać potrzebujemy również solidnej gry od reszty. Tacy zawodnicy jak J.R. Smith, TT, Korver czy Shumpert muszą dokładać swoje cegiełki zarówno w defensywie, jak i w ataku. Cavaliers mają moim zdaniem szanse tylko wtedy, jeśli spowolnią tempo meczu i będą grać z Warriors w ataku pozycyjnym. Cleveland czuje się dobrze w kontrze i James atakujący z piłką kosz lub szukający w biegu strzelców w rogach, to jedna z moich ulubionych rzeczy w NBA, ale GSW to potęga w szybkim graniu jeśli pójdziemy z nimi na wymianę to nas zjedzą.

Bardzo wiele aspektów musi zostać spełnionych, aby Cavs wyrwali zwycięstwo na wyjeździe. W ekipie gości mogą zawieść nawet dwie gwiazdy, ale wystarczy, że pozostałe dwie zagrają bardzo dobrze i już jest problem. Po raz kolejny z pozycji Dawida przeciwko Goliatowi przystępujemy do zmagań o mistrzowski pierścień, a i tak presja jest ogromna. James zagra ósmy raz w finałach i tak naprawdę tylko dwa razy był faworytem. Teraz znowu ma szansę zamknąć usta wszystkim krytykom, a Cavaliers mogą sprawić wielką niespodziankę i pokonać ten „Dream Team”. Nam pozostaje wierzyć w Króla i całą ekipę. Część ekspertów typuje nawet sweep. Na papierze faktycznie jesteśmy słabsi, ale to jest sport. Wszyscy przed monitory, telewizory, komórki i trzymamy kciuki za Cleveland. To już dziś!

Wracamy do Cleveland – zapowiedź meczu nr 3

Dzisiaj w nocy trzecie spotkanie w serii, która zmierza do szybkiego końca. Cavaliers zaliczyli dwa blowouty na Celtics i to na naprawdę dosłownie zdmuchnęli zawodników Bostonu z parkietu. Teraz Cavs zagrają u siebie, gdzie czują się doskonale i ciężko przypuszczać, żeby goście byli w stanie odmienić losy pojedynku.

Wielu z nas (w tym redakcja) typowało, że Cleveland może przegrać któreś spotkanie, ale że stanie się to w TD Garden. Tymczasem mistrzowie NBA dwukrotnie pokazali Celtom miejsce w szeregu i to, że rozstawienie z pierwszym numerem nic nie znaczy w Konferencji LeBrona Jamesa, bo on na wschodzie nie przegrywa. Już w spotkaniu numer dwa gracze Bostonu wyglądali na kompletnie zrezygnowanych i świadomych tego, że nie mają szans w pojedynku z Cavs. Dzisiaj grają o być albo nie być, ale czy starczy im motywacji, aby przeciwstawić się przyszłym finalistom NBA?

Celtics będą mieli utrudnione zadanie, ponieważ zagrają bez swojego lidera. Isaiah Thomas odnowił sobie uraz prawego biodra, z którym borykał się już w czasie sezonu regularnego i nie obejrzymy go już na parkiecie w tej serii. Jest to ogromne osłabienie Bostonu, bo mimo że obecność na parkiecie Thomasa nic nie dawała w starciu z Cleveland, to jest to ich najlepszy zawodnik i lider.

Wydaje się, że Cavaliers mogą przegrać dzisiejsze spotkanie jedynie w swoich głowach, jeśli odpuszczą i zlekceważą rywali. Jednak poprzednie rundy pokazały, że James i spółka nie chcą tracić czasu na dodatkowe zbędne mecze i planują przejść przez konferencję wschodnią bez porażki. Wszyscy będziemy bardzo zaskoczeni, jeśli jutro nie będzie 3:0.

Cavaliers – Celtics o 2:30 naszego czasu. Let’s go Cavs!

Rzeź w Bostonie – Cavaliers zniszczyli Celtics 130:86

Cavs zmiażdżyli swoich przeciwników w ich hali i w zasadzie nie ma o czym pisać. Jeśli nie widziałeś tego meczu, to obejrzyj, bo to był pokaz siły. To było najwyższe zwycięstwo w playoffach w historii naszej organizacji. NIESAMOWITE.

Brad Stevens zmienił pierwszą piątkę i w miejsce Amira Jonhsona wprowadził do niej Geralda Greena, ale na niewiele się to zdało. Celtics rozpoczęli mecz od 0/6 z gry i nie była to tylko wina ich źle ustawionych celowników, a przede wszystkim dobrej obrony Cleveland. Drużyna Bostonu miała problemy z umieszczaniem piłki w koszu, a my wyprowadzaliśmy szybkie kontry po ich pudłach powiększając przewagę. Znowu błyszczał Kevin Love. Po pierwszej kwarcie było 32-18 i mecz wyglądał podobnie do game 1.

Drugą ćwiartkę spotkania Celtics rozpoczęli od otrzymania dwóch przewinień technicznych i po chwili zrobiło się +20. Na boisku byli nasi rezerwowi i LeBron, a ruch piłki i spacing wyglądał fantastycznie. James w pewnym momencie dostał czapę pod koszem, tylko po to aby wrócić do defensywy i samemu zablokować rzut Bradley’a. Cavs zrobili kolejny run i było już 45-20. W 4,5 minuty drugiej kwarty Boston zdobył ledwie dwa punkty. Wymuszaliśmy kolejne straty Celtics i w szybkim ataku karciliśmy przeciwników. Graliśmy naprawdę bardzo dobrą defensywę, a gospodarze byli po prostu przerażeni i sparaliżowani. Nie mieli żadnej odpowiedzi na rozpędzonych Cavaliers. Niesamowicie ogląda się LeBrona, który rzuca za trzy w kontrze, jakby od początku kariery był strzelcem. James znowu dzielił i rządził. Pierwszą połowę, równo z syreną fenomenalnym rzutem zakończył J.R. Smith, a na tablicy wyników było… 72 – 31! To była rzeź. Do przerwy LBJ i Kevin Love mieli razem 40 punktów na 15/25 z gry, tymczasem „gwiazdy” gości, czyli Isaiah Thomas i Al. Horford zdobyli 2 punkty i byli 0/10…

W trzeciej kwarcie Cavaliers grali nadal swoje, ale rozluźnili się i było widać więcej nonszalancji w ataku. Pojawiły się straty, ale to nie miało już żadnego znaczenia, bo przewaga cały czas oscylowała w okolicach 40 punktów. Na 1:47 przed końcem tej części gry, kiedy było +46 Tyronn Lue ściągnął z boiska wszystkich starterów i mieliśmy już długi garbage time. Rezerwowi zagrali solidną czwartą kwartą i mecz zakończył się wynikiem 130 – 86.

Powiem szczerze, że czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Taki blowout w finałach konferencji? Jedynym uzasadnieniem takiego obrotu spraw jest to, że mamy do czynienia z konferencją LeBrona Jamesa – TOP2 ALL TIME. LBJ był znowu absolutnie fenomenalny. W 32 minuty na parkiecie zdobył 30 punktów, miał 7 asyst, 4 zbiórki, 4 przechwyty i 3 bloki. Do tego był 4/6 za trzy. Grał niesamowicie po dwóch stronach parkietu i naprawdę te palyoffy w jego wykonaniu to największa dominacja w historii tej gry. Nie da się grać lepiej w koszykówkę i podejmować tylu idealnych decyzji. Świetny był po raz drugi Kevin Love, który miał 21 punktów i 12 zbiórek. Wreszcie obejrzeliśmy też efektywnego Kyrie’ego Irvinga – 23 punkty i 8/11 z gry. Oby to był dobry prognostyk na przyszłość. Reszta naszych role players dołożyła cegiełkę do tego zwycięstwa, ale to był zdecydowanie mecz Big Three. W ekipie gospodarzy jednym pozytywem była gra młodego Jaylen’a Browna. Rookie zdobył 19 punktów i wygląda na gracza z dużym potencjałem po obu stronach boiska.

Cały sezon narzekałem na Cavs, ale teraz mam zamknięte usta. W ataku płyniemy i gramy fantastycznie, obrona jest zdecydowanie lepsza niż była i daje nam okazje do kontr. W zespole ewidentnie jest chemia. Ławka żyje niemal przy każdej akcji. Jest świetnie. Wracamy teraz do Cleveland i walczymy o dwa szybkie zwycięstwa i sweep, a potem wszyscy wiemy co nas czeka.

Zapowiedż drugiego meczu w Bostonie

Już dzisiaj o godz. 2:30 naszego czasu odbędzie się drugi mecz w serii pomiędzy Cavaliers, a Celtics. Drużyna z Ohio ponownie postara się wygrać w TD Garden i wrócić do domu z kompletem zwycięstw. Czy uda się ponownie pokonać Boston w ich hali?

Wszyscy obawialiśmy się pierwszego spotkania i tego, że Cavs po dziewięciu dniach odpoczynku będą „zardzewiali”. Do tego Celtics mający przewagę parkietu byli uznawani przez część osób nawet za faworytów. Sam typując tę serię największe szanse na zwycięstwo dawałem graczom Bostonu w game 1. Tymczasem znakomity LeBron , Kevin Love i Tristan Thompson zagwarantowali pewną wygraną i objęliśmy prowadzenie w tej rywalizacji.

To, że na parkiecie błyszczała akurat ta trójka, nie jest wielkim zaskoczeniem. Cavaliers uwielbiają przechodzić w smallball, ale akurat w tym matchupie wskazana jest gra naszymi silnymi i dobrze zbierającymi graczami. Tyronn Lue doskonale o tym wie i ograniczył minuty Channinga Frye’a, pozwolił grać długo razem Kevinowi i TT, dzięki czemu wykorzystał słabość Bostonu – defensywne zbiórki i brak fizyczności.

Cleveland grało solidnie w obronie, ale wysoka przewaga wynikała głównie z tego, że Celtics nie trafiali trójek z dobrych pozycji i dopiero w drugiej połowie poprawili swoje notowania, ale mecz był już wtedy w zasadzie rozstrzygnięty. Tym razem możemy oczekiwać, że zawodnicy Bostonu lepiej nastawią celowniki i częściej będą trafiać zza łuku, a sam mecz powinien być bardziej wyrównany. Z drugiej strony my też rzucaliśmy gorzej z dystansu niż w poprzednich spotkaniach, więc poprawa może nastąpić po obu stronach boiska.

LeBron po ubiegłym meczu mówił, że nie czuł się najlepiej po tylu dniach przerwy i że w game 2 będzie na pewno odczuwał większy komfort. Strach się bać, jak może zagrać w takim razie King, ale należy pamiętać, że Celtics mogą wysyłać na niego wielu obrońców, a Brad Stevens nie wyklucza także podwajania Brona, mimo że wie, że otworzy to naszych strzelców, bo nikt nie potrafi tak dobrze wychodzić z podwojeń jak James. Musi szukać jednak rozwiązań. Oby Kevin Love utrzymał świetną skuteczność zarówno zza łuku, jak i w post, gdzie karcił chociażby Marcusa Smarta. Możemy spodziewać się wreszcie lepszego występu Irvinga, a także naszych role players, ale jestem pewien, że Boston postawi dziś trudniejsze warunki niż dwa dni temu.

Czekamy z niecierpliwością na dzisiejsze spotkanie. Zachęcamy do oglądania, a także do przeczytania naszej jutrzejszej relacji z game 2. Let’s go Cavs!

Game 4 dla Cavaliers i koniec serii z Raptors – relacja z meczu

Czwarty mecz przeciwko Toronto rozgrywany był o przyjemnej dla nas godzinie 21:30 i choć mówi się, że nie warto oglądać kolejnego spotkania w serii, w której jest 3:0, to było całkiem niezłe.

Raptors znów grali bez Kyle’a Lowy’ego, z Corym Josephem w piątce i tym razem P.J. Tuckerem na pozycji niskiego skrzydłowego. Przez pierwsze 2,5 minuty  meczu nie oglądaliśmy punktów i obie drużyny rozpoczęły spotkanie bardzo niemrawo. Z czasem jednak lepiej w mecz weszła drużyna z Kanady i gospodarze prowadzili już dziesięcioma punktami. Na boisku pojawił się jednak Channing Frye i poprawiliśmy swoją ofensywę. Straty zostały odrobione i pierwsza ćwiartka meczu zakończyła się remisem 28 – 28.

W drugiej kwarcie dostaliśmy duże wsparcie od rezerwowych, przede wszystkim Kyle’a Korvera i Derona Williamsa. Kyle zakończył pierwszą połowę spotkania mając aż 16 punktów trafiając 6/8 rzutów z gry. W ekipie gospodarzy nieźle grał Joseph, Ibaka i Tucker, ale Cavaliers złapali odpowiedni rytm i pierwsza połowa spotkania została przez nas pewnie wygrana 61 – 49. Trafiliśmy w niej aż 10 trójek i mieliśmy fantastyczne 18 asyst, co po słabym początku spotkania napawało optymizmem.

W trzeciej kwarcie do pewnego momentu wydawało się, że Cleveland ma mecz pod kontrolą, ale nagle pojawiły się w naszej grze pomyłki, niezrozumienia, Raptors złapali wiatr w żagle i zaliczyli run, po którym zbliżyli się do Cavs. Ponownie oddech dało nam wejście Frye’a, na którego zagrane zostały dwie kolejne akcje i zrobiło się +10. Finalnie po tej części gry wynik wynosił 85 – 80.

Czwarta kwarta to była przede wszystkim walka o każdą piłkę z obu stron. Toronto nie chciało jeszcze kończyć swojego sezonu i dzielnie walczyło, ale Cavaliers byli zdeterminowani, aby zakończyć tę serię sweepem. Było trochę chaosu i głupich rzutów, Raptors byli nawet na prowadzeniu. Cavaliers nie grali już tak zespołowo, zatrzymały się wskaźniki asyst i trójek, ale wreszcie lepiej zaczął wyglądać Kyrie Irving, który zdobył 8 punktów w przeciągu paru minut i uzyskaliśmy 8 punktów zaliczki. Na 2:43 do końca spotkania, LeBron trafił po step backu trójkę, która odłożyła mecz do zamrażarki i Cavaliers dowieźli zwycięstwo 109 – 102.

W naszej drużynie po raz kolejny bardzo dobry był James, który zdobył 35 punktów i trafił aż 5 trójek. Wreszcie lepiej wyglądał w ofensywie Kyrie Irving, choć jego skuteczność cały czas nie jest dobra. Do 27 punktów dołożył jednak 9 asyst i 4 przechwyty. Trzecim najważniejszym graczem był Kyle Korver -  18 punktów. Zawiedli Kevin Love, J.R. Smith czy Iman Shumpert. Po stronie gospodarczy punktował  przede wszystkim Serge Ibaka – 23 punkty i DeRozan – 22 ( a do tego dobrze wychodził z podwojeń i zanotował 8 asysyt). Duże wsparcie liderom dali również Cory Joseph 20/6/12 oraz P.J. Tucker 14/12.

Ten mecz był najtrudniejszym w serii, ale Cavaliers zagrali mądrze i dojrzale. Bardzo pewnie pokonaliśmy Toronto i zaliczyliśmy drugi sweep w tegorocznych playoffach. W cieniu fenomenalnej gry LeBrona Jamesa (to cały czas jest jego konferencja i nikt nie jest nawet blisko), zawodzą Kevin Love i Kryie Irving, którzy nie grają na miarę swoich możliwości. Kevin bardzo mocno ograniczył swoją rolę, a Kyrie ma ogromne problemy ze skutecznością i nie trafiał nawet 40% swoich rzutów. Ważne jednak, że teraz znowu Cleveland będzie miało przynajmniej parę dni odpoczynku i może uda się poprawić grę tych, którzy mają jakieś kłopoty. Póki co, czekamy na rywala w finale konferencji.

Pewne zwycięstwo i 2:0 w serii - relacja z game 2

Cavaliers przeszli się po Raptors jeszcze wyraźniej niż w pierwszym meczu i bardzo pewni wygrali 125 – 103. Fantastyczny znowu był LeBron, który w 36 minut na parkiecie zanotował 39 punktów z zaledwie 14 rzutów z gry. Trafił 10 z nich, do tego był 4/6 za trzy oraz stawał aż 21 razy na linii, z czego 15 razy umieścił piłkę w koszu. Kyrie Irving miał 22 punkty, ale tylko 6/19 z gry. Dołożył jednak do swojego dorobku 11 asyst. W poprzednim spotkaniu miał ich 10 i jest to zdecydowana {jcomments on}poprawa w stosunku do serii z Pacers, gdzie zaliczał średnio tylko 3 ostatnie podania. Oby tak dalej Kyrie! Znakomite wsparcie z ławki dał nam Channing Frye, który zdobył 18 punktów, trafiając 5/7 za trzy.

Cleveland w tej serii opisałbym jednym zdaniem: niepowstrzymany King James i horda strzelców za trzy. Cavs trafili aż 18 trójek ze skutecznością 54,5% i wyrzucili Toronto z hali. Ale po kolei.

W wyjściowej piątce ekipy z Kanady mieliśmy dwie zmiany. Valanciunasa i Carrolla zastąpili Patterson i Powell. Miało to poprawić sparing, podnieść skuteczność rzutów za trzy i dać więcej mobilności w obronie. Niestety na niewiele się to zdało. Cavs szybko przejęli inicjatywę i uzyskali 10 punktów przewagi. W defensywie nadal podwajaliśmy liderów gości, szczególnie DeMara DeRozana, który kompletnie sobie z tym nie radził. Bardzo dobrze wyglądał za to Jonas Valanciunas, który po wejściu na boisko zaczął seryjnie zdobywać punkty i zakończył mecz z dorobkiem 23 punktów przy znakomitej skuteczności 10/13 z gry. Po pierwszej kwarcie prowadziliśmy 12 punktami.

W drugiej kwarcie nadal graliśmy bardzo dobrze w ofensywie. Przez pierwsze 16 minut spotkania ani razu nie pomyliliśmy się zza łuku i byliśmy 8/8. James trafił dwie trójki z rzędu z tego samego miejsca i było +14. Przewagę mieliśmy również na linii rzutów wolnych gdzie stawaliśmy do tamtego momentu 10 razy, podczas gdy Raptors nie pojawili się na linii ani razu. Swoją dobrą grę kontynuował litewski center gości, ale to było za mało. Pudłował DeRozan i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 62 – 48. Miałem wrażenie, że sędziowie wiele kontrowersyjnych sytuacji gwizdali na korzyść Toronto i gdyby nie to, przewaga mogła być nawet większa.

Na początku trzeciej kwarty kontuzji kostki nabawił się lider gości – Kyle Lowry. Wrócił jednak po chwili boisko, ale po meczu narzekał na odczuwany ból. Zapewnił jednak, że będzie grał w meczu nr 3. W tej spotkania gry dominował znowu James z Irvingiem. LeBron czuł się tak pewnie, że oddawał trójki po pick&rollu albo w kontrze. Wydaje mi się, że w tym sezonie zrobił zdecydowany postęp, jeśli chodzi o ten element gry. Widać to w statystykach, ale przede wszystkim w pewności, z jaką oddaje trójki. To oczywiście znakomita informacja pod kątem tego, że młodszy już nie będzie i z czasem zmuszony zostanie do oddawania rzutów dalej od kosza. Póki co jednak Raptors nie mają na niego żadnej odpowiedzi i miażdży ich atletycznie. Cavaliers grali dobrze po bronionej stronie parkietu, zaliczali przechwyty i karcili drużynę z Kanady. Przed ostatnią częścią meczu mieliśmy 26 punktów przewagi i w zasadzie można było już iść do domu.

Nie rozumiem, dlaczego LeBron grał jeszcze przez połowę czwartej kwarty i zszedł z boiska dopiero na 6 minut przed końcem. Był na boisku w sumie 36 minut, więc niedużo jak na jego standardy, ale równie dobrze mogło to być pół godziny. Inni starterzy grali jeszcze mniej i wyglądamy póki co bardzo świeżo. Cieszę się też, że w garbage time na parkiecie pojawił się Rysiek Jefferson, który zawsze nieźle wygląda w matchupach przeciwko Warriors i może się jeszcze przydać w playoffach. Póki co Tyronn Lue używa tak naprawdę dziewięcioosobowej rotacji i RJ stracił swoje minuty, ale myślę że nie ma co z niego rezygnować. Dobrze też, że Iman Shumpert gra sporo (27 minut), bo wygląda naprawdę nieźle i jest jednym z najlepszych defensorów w naszym składzie, a tych nie mamy zbyt wielu. Musimy patrzeć jak organizacja do przodu. Konferencję wschodnią możemy przejść płynąc w ataku, tak jak teraz, ale w finałach z Warriors (ktoś wierzy w inny scenariusz?) kluczowa będzie druga strona parkietu.

W trzeciej kwarcie dzisiejszego spotkania LeBron wyprzedził Kareema Abdul-Jabbara i jest drugim strzelcem w historii playoffów. Wiadomo, kto jest pierwszy, ale wygląda na to, że już niedługo. James ma szansę wskoczyć na pierwsze miejsce jeszcze tej wiosny.

Jedziemy do Toronto po trzecie zwycięstwo i zamknięcie serii. Jeśli utrzymamy koncentrację, to kolejne spotkania mogą mieć podobny scenariusz do pierwszych dwóch. Publiczność i własna hala zapewne dadzą trochę energii Raptors, ale wygląda na to, że Cavs chcą jak najszybciej zakończyć zmagania w tej rundzie i grają lepiej niż w pojedynkach z Indianą. Kolejny mecz w nocy z piątku na sobotę o 1:00.

Zapowiedź serii Cavaliers – Raptors

Już dzisiaj w nocy podejmiemy w Cleveland ekipę z Toronto. Cavaliers są wypoczęci, ale mieli stosunkowo długą przerwę i mogą mieć problemy z wejściem w mecz. Raptors są w lepszym rytmie, ale zagrali o dwa mecze więcej, mieli mniej czasu na regenerację i w okolicach trzeciego czy czwartego meczu może to być widoczne. Jak może wyglądać bój o finał konferencji wschodniej LeBrona Jamesa?


Goście po raz kolejny zawodzą w playoffach i nie grają na miarę oczekiwań. Kyle Lowry zmaga się z urazem pleców i nie jest sobą. Demar DeRozan rozkręcił się dopiero w ostatnich meczach poprzedniej serii. Najsolidniej i najrówniej grał do tej pory Serge Ibaka. Ważną rolę odegrał również Norman Powell, który wprowadzony do pierwszej piątki pomógł rozbujać ofensywę Raptors. Jonas Valanciunas przesunięty na ławkę uprzykrzał życie Gregowi Monroe, ale teraz ma szansę wrócić do wyjściowego składu. DeMarre Carroll to cień zawodnika sprzed lat. Po kontuzji nie doszedł do siebie także Patrick Patterson. Cory Joseph nie grał wielu minut w serii, teraz prawdopodobnie otrzyma ich więcej. Istotna będzie zapewne dyspozycja P.J. Tuckera, który będzie uprzykrzał życie LeBronowi.


Na papierze Toronto ma szansę postawić się Cleveland, ale to Cavaliers mają trzech z pięciu najlepszych graczy w tej serii. Kluczowe będzie podkręcenie zaangażowania w obronie. Serię z Pacers wygraliśmy 4-0, ale byliśmy lepsi o zaledwie 18 punktów w czterech meczach. W ataku możemy płynąć, nawet mimo tego, że Raptors mają obrońców swoim składzie. Możemy nawet wygrywać mecze grając świetnie w ataku i nadal kiepsko w obronie. Mamy więcej talentu w drużynie. Gorzej, jeśli atak się zatnie (czwarte kwarty w serii z Indianą). Nasze defensywa nie pomaga i nie potrafimy wygrywać nią spotkań. Jeśli chcemy znów szybko awansować do kolejnej rundy, powinniśmy zrobić już teraz „switch" i wyjść na drużynę z Kanady na 100%. Odpowiednie podejście to w tym przypadku połowa sukcesu.


Ciekawi mnie, jak będziemy bronić backcourt gości. Mam nadzieję, że prędzej czy później (oby prędzej) Iman Shumpert zabierze część minut J.R. Smitha i będzie krył gwiazdy „Dinozaurów". Rok temu Cavaliers podwajali liderów Toronto i chcieli żeby mecz spróbowali wygrać role players. Teraz skład Raptors wygląda na mocniejszy niż rok temu, ale Dwane Casey nie jest wirtuozem i w serii z Bucks wystawiał momentami na parkiet lineupy, w których żaden koszykarz nie groził rzutem za trzy. Takie sytuacje musimy wykorzystywać bezlitośnie i zaliczać runy, dzięki szczelnej defensywie w trumnie i szybkich kontrach.


LeBron znowu będzie grał chore minuty. Mi nie podoba się wypowiedź Tyronna Lue o czasie, jaki James spędza na boisku. Potrzebujemy go wypoczętego na finały. Z drugiej strony lepiej, żeby grał tak dużo, jeśli będziemy wygrywać serie do zera. Tym razem nie będzie to takie proste, ale jeśli Cavaliers nie zlekceważą rywali, to powinni spokojnie awansować do następnej rundy. Jeżeli LBJ utrzyma fantastyczny poziom gry ze spotkań z Pacers i poprawi skuteczność rzutów osobistych, to Raptors będą mieli ciężki orzech do zgryzienia. Chciałbym, żebyśmy jeszcze lepiej wykorzystali naszych rezerwowych i Kevina Love'a. Chciałbym, żeby Kyrie Irving oddał część rzutów Kevinowi i nie forsował trójek, bo choć cały zespół rzuca znakomite 40% za trzy, to Kyrie miał ledwie 21% trafień zza łuku.


Ruszamy do boju o finał konferencji i utrzymanie prymatu na wschodzie. Koncentracja w defensywie, ograniczenie strat, ruch piłki w ataku i powinno być dobrze. Zaczynamy serię z Raptors. Let's go Cavs!

Subskrybuj to źródło RSS

Login lub Rejestracja

Logowanie

Rejestracja

Rejestracja użytkownika
lub Anuluj
priligy dapoxetina generico Erfahrungen Priligy Dapoxetin Viagra kaufen Propecia Generika kaufen Acheter Kamagra Cialis rezeptfrei Lida kaufen Generic Propecia Acheter Generic Levitra Puissance drogues acheter pharmacie en ligne Levitra Professional Cialis Soft Kaufen billig Acheter Kamagra Super Viagra Tabletten Levitra rezeptfrei kaufen Viagra Tabletten Gegen Rauchen Acheter Generic Cialis Viagra kopen bij de kruidvat Acheter Tadacip